Najchętniej i najczęściej wykonywana opera na świecie znów na scenie Opery Wrocławskiej! Dwa najbliższe weekendy będą wypełnione ponadczasową muzyką Georges’a Bizeta. Jaka jest wrocławska Carmen? Na to pytanie – oraz na wiele innych – odpowiada reżyserka Maria Sartova w wywiadzie, którego udzieliła przed premierą w 2022 r.

„Carmen”. Między Mériméem a Bizetem
Rozmowę z Marią Sartovą przeprowadził Jan Płonka w 2020 r.
Jaka jest Carmen Mériméego a jaka Bizeta?
Akcja obu dzieł rozgrywa się w magicznym, tajemniczym i mrocznym świecie hiszpańskich Cyganów. Między dziełem Prospera Mériméego a operą Georges’a Bizeta jest sporo różnic. Z jednej strony Bizet jest wierny epice; tworzy historię na podstawie dwóch głównych postaci — Carmen i Don Joségo, z drugiej wprowadza postacie nieistniejące w noweli i które mają znaczenie symboliczne. Escamillo jest identyfikatorem wszystkich kochanków Carmen, natomiast Micaëla jest symbolem matki Don Joségo. Carmen Bizeta i Mériméego to historia o miłości, śmierci, zazdrości i dążeniu do indywidualnej wolności.
A jaka jest pani Carmen?
Carmen jest osią całego dzieła, choć paradoksalnie nie jest dla mnie pierwszoplanową postacią. Carmen jest czymś więcej niż obiektem pożądania. Jest pierwszą operową feministką, silna, charyzmatyczna, bezkompromisowa, tajemnicza; fascynuje wszystkich bez względu na płeć. To femme fatale — siostra Salome, Kleopatry, Dalili… To kobieta żyjąca w opozycji do ustalonych praw obyczajowych, religijnych, czy kulturowych.
W pani inscenizacji postać Carmen nie ma zabarwienia erotycznego — tak, jak często bywa przedstawiana.
Carmen jest bardzo erotyczna, ale nie prowokująca. Urzeka naturalnością, zmysłowością, ma w sobie coś prymitywnego, zwierzęcego, chwilami cynicznego i perwersyjnego. Jej moralna walka w okrutnym męskim świecie prowadzi do labiryntu pasji, bólu, pożądania, od którego nie ma ucieczki, jak w zawrotnym kręgu miłości i śmierci, prowadzącym do autodestrukcji.
Carmen prowadzi do labiryntu, do którego dobrowolnie wszedł Don José?
Don José, zgodnie z nowelą Mériméego, jest dla mnie głównym, tragicznym bohaterem opery. Jest uosobieniem Wozzecka czy Doktora Schöna w Lulu. Jest samotnym, współczesnym mężczyzną, którego prześladują emocjonalne problemy. Don José boi się kobiet i żyje w kręgu erotycznych urojeń. Po spotkaniu z Carmen urojenia zamienią się w seksualną obsesję, w opętanie. Te niekontrolowane namiętności doprowadzą go do emocjonalnej destrukcji i morderstwa.
A jaka jest rola Micaëli w tej historii?
Rola Micaëli była dodatkowo napisana przez kompozytora na zamówienie opery dla sopranowej diwy, bez której udziału ówcześnie nie można było wystawiać oper. Postać Micaëli, choć pojawia się na krótko, jest bardzo mocym kontrastem wobec Carmen w sferze moralno-uczuciowej. Micaëla jest uosobieniem dobroci i miłości. Jest silną i odważną kobietą. Samotnie walczy o odzyskanie ukochanego mężczyzny w całkowicie obcym dla niej otoczeniu. W swojej jedynej arii wyraża cały swój ból i tragizm zaistniałych sytuacji.
Micaëla jest także postacią, którą sama pani kreowała.
Tak, to był mój debiut na deskach Opery Wrocławskiej. Byłam wtedy świeżą absolwentką Akademii Muzycznej w Warszawie. Było to dawno, ale prawda…

po prawej Hanna Sosnowska-Bill (Frasquita), fot. ENEN STUDIO
